niedziela, 24 listopada 2013

House of Waterford Crystal, czyli jak powstają słynne kryształy


http://podrozemamywnaturze.blogspot.com/
Wycieczka po House of Waterford Crystal (Irlandia) odczarowała nasze skojarzenia z kryształami :-) Już nie myślimy o nich jak o - kolekcjonowanych kiedyś nad telewizorem - zbieraczach kurzu. Po wizycie w Waterford Crystal dostrzegamy w nich mistrzostwo precyzji, do jakiej zdolna jest ludzka ręka.

Waterford Crystal to marka kryształów światowej sławy. To z nią należy kojarzyć popularny wzór Lismore (TU). Ciekawostką jest fakt, że stworzył go w 1952 roku emigrant z Czechosłowacji - Miroslav Havel.

W House of Waterford Crystal można zobaczyć największą na świecie ekspozycję (galerię) waterfordzkich kryształów - tu wstęp jest bezpłatny.
http://podrozemamywnaturze.blogspot.com/
http://podrozemamywnaturze.blogspot.com/

Główną atrakcją jest jednak huta, w której powstają kryształy. Zwiedzanie jej odbywa się w grupach z przewodnikiem. Rozpoczyna je krótka - pomysłowo zrobiona - multimedialna prezentacja na temat Waterford Crystal. Potem prezentowane są kolejne etapy powstawania kryształów.

http://podrozemamywnaturze.blogspot.com/

http://podrozemamywnaturze.blogspot.com/

http://podrozemamywnaturze.blogspot.com/

 

Zwiedzający dosłownie towarzyszą w pracy zatrudnionym tam osobom. Artyści zdobiący kryształy chętnie odpowiadają na pytania dotyczące tego, co robią i zdają się nie zauważać, że tłum patrzy im na ręce :-) Stwarza to bardzo fajną atmosferę. 

 


http://podrozemamywnaturze.blogspot.com/

W waterfordzkiej fabryce powstaje ponad 45,000 kryształów rocznie.
 

 http://podrozemamywnaturze.blogspot.com/

http://podrozemamywnaturze.blogspot.com/


 

Uwagę zwiedzających przykuwa m.in. The 9/11 Waterford Crystal Sculpture - rzeźba dedykowana pamięci 343 nowojorskich strażaków, którzy stracili życie w akcji ratunkowej po zamachach z 11 września. Wykonanie jej zajęło ponad 200 godzin, szacunkowa wartość - $75,000.

http://podrozemamywnaturze.blogspot.com/


Garść praktycznych porad:
 

1. House of Waterford Crystal znajduje się w centrum Waterfordu (The Mall, Waterford City), niedaleko Reginald's Tower. Wstęp kosztuje 12,50 euro / osobę (2013 r.) + parking. Na zwiedzanie warto sobie zarezerwować ok. 1 godz. 40 min.

2. Aby kupić bilet wstępu do huty, trzeba wejść do House of Waterford Crystal głównym wejściem (przez szybę będzie widać onieśmielający przepych - tak, to tam). W środku nie sposób nie zauważyć kas. Sama huta znajduje się w budynku obok, ale tam prowadzi już przewodnik.

3. Kryształy z Waterfordu to naprawdę bardzo "irlandzka" pamiątka. Jeśli ktoś planuje zakup eleganckiego prezentu, House of Waterford Crystal jest właściwym adresem.

4. W House of Waterford Crystal można sobie zrobić pamiątkowe zdjęcie, które zostanie przesłane na wskazany e-mail. Mała rzecz, a cieszy :-)

5. Więcej na temat House of Waterford Crystal: http://www.waterfordvisitorcentre.com/

 

http://podrozemamywnaturze.blogspot.com/
Etapy zdobienia kryształu

wtorek, 12 listopada 2013

Irlandia to nie tylko Dublin


Wielu osobom Irlandia kojarzy się automatycznie z Dublinem. Słusznie i niesłusznie. Wiadomo - stolica, mnóstwo miejsc, które warto lub wypada zobaczyć itd. Tymczasem z naszej perspektywy Dublin to zaledwie punkt wyjściowy do zwiedzania / poznania Irlandii. 

Nas najbardziej zachwyciło południe (gdzie spędziliśmy kilka lat):


http://podrozemamywnaturze.blogspot.com/
Opactwo Dunbrody / Dunbrody Abbey  (droga New Ross-Hook)


http://podrozemamywnaturze.blogspot.com/
Plaża Carnivan / Carnivan beach (Fethard On Sea)
http://podrozemamywnaturze.blogspot.com/
Typowy widok na południu Irlandii :-)

Wiele pięknych wspomnień wiążemy też np. z najbardziej wysuniętą na zachód częścią Zielonej Wyspy (półwysep Dingle):

http://podrozemamywnaturze.blogspot.com/
Delfin Fungie - duma i chluba Dingle
http://podrozemamywnaturze.blogspot.com/
Plaża Inch / Inch Beach

W kolejnych wpisach postaramy się przybliżyć miejsca, które urzekły nas najbardziej. Dla nas będzie to pamiątka, a być może kogoś zainspirujemy do wyprawy po Irlandii.

Fotograficzny przedsmak tego, co wkrótce pojawi się na blogu:

http://podrozemamywnaturze.blogspot.com/
Waterford
http://podrozemamywnaturze.blogspot.com/
Tramore



niedziela, 10 listopada 2013

Grzyby, grzyby i po grzybach...



Sezon grzybowy 2013 uznajemy za zakończony. Oceniamy go jako udany, ale... szału nie było. 

Co prawda przygotowaliśmy z tegorocznych zbiorów kilka sporych słoików suszonych podgrzybków, zamroziliśmy na zimę słuszną ilość okazałych prawdziwków, mamy też na koncie kilka grzybowych uczt, ale jednak - jak na dwie osoby - mogło być lepiej. 
 

W tym roku grzyby zbieraliśmy głównie w lasach na zachodnim Mazowszu, do ostatniej chwili licząc, że sezon dopiero się rozkręca. Zdarzały się dni, że zapowiadał się wysyp grzybów i trochę grzybiarzy, tymczasem było odwrotnie - wysyp grzybiarzy i trochę grzybów. Momentami było naprawdę tłoczno, choć i to oczywiście ma swój urok. 

Podobno "znajomi znajomych" zbierali po kilka koszy w tej okolicy. My albo nie mieliśmy tyle szczęścia, albo jesteśmy zbyt wybredni (zbieramy tylko prawdziwki, podgrzybki, koźlaki, maślaki i kurki). Nieważne, w końcu nie o to chodzi, żeby złapać króliczka, ale by gonić go ;-) 





środa, 6 listopada 2013

Podróż sentymentalna: Muzeum Dobranocek w Rzeszowie



O Muzeum Dobranocek dowiedzieliśmy się przypadkiem. Ponieważ akurat byliśmy w Rzeszowie, taka atrakcja nie mogła nas ominąć (muzeum znajduje się blisko rzeszowskiego rynku, przy ul. Mickiewicza 13).

Oglądając ekspozycję ma się wrażenie, że przeniosło się w czasie i przestrzeni - do niepowtarzalnego świata dobranocek okresu PRL-u. Muzeum Dobranocek to istny raj dla tych, którzy z sentymentem wspominają Reksia, Plastusiowy Pamiętnik, Misia Uszatka czy Porwanie Baltazara Gąbki. 

Można tam zobaczyć m.in. bajkowych bohaterów, folie z kadrami z filmów animowanych i scenariusze. Jest też salka projekcyjna, gdzie wyświetlane są kreskówki - my trafiliśmy na Bolka i Lolka. 

Ale to nie wszystko... Dużą część zbiorów stanowią przedmioty codziennego użytku (np. kosmetyki, talerze, kalosze) - głównie z lat 80-tych - nawiązujące do dobranocek. Nie dziwi więc, że wiele komentarzy sprowadza się w tym muzeum do: "A pamiętasz to?", "O, też takie miałam" :-) 


 
PS. Jutro (7 listopada) rzeszowskie Muzeum Dobranocek świętować będzie 50. urodziny Bolka i Lolka. Więcej informacji na ten temat: link.

niedziela, 3 listopada 2013

Warto skorzystać: bezpłatny wstęp do rezydencji królewskich w listopadzie


Jeśli ktoś planuje w listopadzie wycieczkę po Warszawie i/lub Krakowie, ma możliwość bezpłatnego zwiedzenia czterech rezydencji królewskich: 

  • Zamku Królewskiego na Wawelu (więcej: link) 
  • Zamku Królewskiego w Warszawie (więcej: link) 
  • Łazienek Królewskich w Warszawie (więcej: link)
  • Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie (więcej: link)

Wszystko to w ramach trwającej właśnie drugiej edycji "Darmowego listopada", czyli inicjatywy Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, mającej na celu zwiększenie dostępności do narodowych instytucji kultury. 

Nam taka forma edukacji kulturalnej bardzo odpowiada - z darmowych wstępów na pewno skorzystamy i czekamy na więcej :-) 


Źródło: http://www.mkidn.gov.pl/pages/posts/darmowy-listopad-w-rezydencjach-krolewskich-po-raz-drugi-4204.php 


czwartek, 31 października 2013

Halloween po irlandzku



Cel: zapełnić wiaderko
W Irlandii (gdzie mieszkaliśmy przez kilka lat) 31 października jest jednym z najsympatyczniejszych dni w roku. Wieczorem drzwi praktycznie się nie zamykają - tyle "upiornie" / bajkowo przebranych i umalowanych dzieci przychodzi po przygotowane z tej okazji słodkości (w ubiegłym roku pierwszy kosz cukierków rozszedł się u nas w kwadrans od powrotu z pracy).  

Niesamowite wrażenie robią debiutujące halloweenowo kilkulatki, które - z wypiekami na buzi, mocno zawstydzone - są w stanie powiedzieć tylko tradycyjne "cukierek albo psikus". Starsze dzieci z reguły przychodzą grupkami, z gotowym repertuarem wierszyków i piosenek, jest więc baaardzo wesoło:-) 

W Irlandii halloweenowy nastrój udziela się prawie wszystkim i jest to spontaniczne. W klimat wczuwają się także dorośli, co widać po dekoracjach domów - niektóre są ozdobione naprawdę pięknie i z pomysłem (nuta rywalizacji między sąsiadami jest tu niezaprzeczalna).

Jedna z dekoracji na naszym osiedlu
Jeśli chce się poczuć magiczny klimat tego wieczoru, nacieszyć oczy niezliczonymi "strasznymi" ozdobami oraz halloweenową grą świateł i cieni, obowiązkowo trzeba się wybrać na długi spacer...


Nasza halloweenowa dynia 2012 (dzieło Pawła)
PS. Kiedyś pokazaliśmy 6-latce z Polski, która odwiedziła nas w Irlandii, jak tam wygląda Halloween. Chodziło o to, żeby zobaczyła coś nowego, ale też chcieliśmy sprawdzić, czy odważy się zapukać do nieznajomych ludzi i powiedzieć coś w obcym języku. Słodycze okazały się doskonałym "łamaczem" wstydu... Mała była tak zachwycona, że stwierdziła: "lepsze od Halloween są tylko urodziny i Boże Narodzenie":-)