Cel: zapełnić wiaderko |
W Irlandii (gdzie mieszkaliśmy przez kilka lat) 31 października jest
jednym z najsympatyczniejszych dni w roku. Wieczorem drzwi
praktycznie się nie zamykają - tyle "upiornie" / bajkowo przebranych
i umalowanych dzieci przychodzi po przygotowane z tej okazji słodkości (w
ubiegłym roku pierwszy kosz cukierków rozszedł się u nas w kwadrans od powrotu
z pracy).
Niesamowite wrażenie robią debiutujące
halloweenowo kilkulatki, które - z wypiekami na buzi, mocno zawstydzone - są w
stanie powiedzieć tylko tradycyjne "cukierek albo psikus". Starsze dzieci
z reguły przychodzą grupkami, z gotowym repertuarem wierszyków i piosenek, jest
więc baaardzo wesoło:-)
W Irlandii halloweenowy nastrój udziela
się prawie wszystkim i jest to spontaniczne. W klimat wczuwają się także
dorośli, co widać po dekoracjach domów - niektóre są ozdobione naprawdę pięknie
i z pomysłem (nuta rywalizacji między sąsiadami jest tu niezaprzeczalna).
![]() |
Jedna z dekoracji na naszym osiedlu |
Jeśli chce się poczuć magiczny
klimat tego wieczoru, nacieszyć oczy niezliczonymi "strasznymi" ozdobami
oraz halloweenową grą świateł i cieni, obowiązkowo trzeba się wybrać na długi spacer...
![]() |
Nasza halloweenowa dynia 2012 (dzieło Pawła) |
PS. Kiedyś pokazaliśmy 6-latce z Polski, która odwiedziła
nas w Irlandii, jak tam wygląda Halloween.
Chodziło o to, żeby zobaczyła coś nowego, ale też chcieliśmy sprawdzić, czy
odważy się zapukać do nieznajomych ludzi i powiedzieć coś w obcym języku. Słodycze
okazały się doskonałym "łamaczem" wstydu... Mała była tak zachwycona,
że stwierdziła: "lepsze od Halloween są tylko urodziny i Boże Narodzenie":-)